Konrad T. Lewandowski – Ksin. Początek

Na samym początku recenzji chciałem wszystkich poinformować, że tak naprawdę miała ona nie powstać. Głównie za sprawą, dość głośnego odzewu autora, na nieprzychylną opinię pewnej blogerki. Masa wulgarnych oraz nieprzyjemnych słów, które popłynęły z jego ust (a raczej spod palców) trochę mnie przestraszyły, ale jak to się mówi, co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Dlatego też zapraszam wszystkich na moich parę zdań dotyczących odświeżonej wersji „Sagi o kotołaku” Konrada T. Lewandowskiego, a dokładniej jej pierwszej części zatytułowanej „Ksin. Początek”.

Zastanawiacie się pewnie, kim jest tytułowy Ksin. To kotołak, który po śmieci swojej opiekunki, postanawia wyruszyć w świat, żeby ułożyć sobie życie. Nie jest jednak łatwo być odmieńcem w kraju, gdzie potwory Onego terroryzują miejscową ludność. Na szczęście, spotyka na swojej drodze kogoś, kto widzi w nim coś więcej niż tylko bestię, w którą przeobraża się w czasie comiesięcznej pełni księżyca. To jest jednak za mało. Nasz bohater będzie musiał udowodnić ile w nim tak naprawdę jest z człowieka. Zwłaszcza wtedy, gdy dowie się prawdy o swoim pochodzeniu.

Pytania z każdą stroną zaczynają się mnożyć, a tylko na niektóre autor od razu daje odpowiedzi. Najgorzej jest, kiedy zaczynamy orientować się, że opowiadanie to składa się z dwóch części. Pierwsza to wyżej wspomniane perypetie Ksina. Kolejna to historia niejakiej Aspaji, córki uszlachconego kupca Kadora. Dziewczyna, jak przystało na rozpieszczoną panienkę charakteryzuje się bardzo trudnym charakterem i uwielbieniem do zabawy ludzkimi emocjami. Ma dość tego, że ojciec układa jej całe życie, postanawia wprowadzić w życie intrygę, która zepsuje życie nie tylko jej, ale osobom, którym na niej zależy.

Najwyższa pora opowiedzieć, co sądzę o książce, a pod tym względem mam wiele do powiedzenia. Pierwsze, co rzuca mi się w oczy to podobieństwo do Wiedźmina. Nie tylko za sprawą nagości (chwała za krótkie opisy) i walki z poczwarami. Spójrzcie na samego bohatera, jest wyrzutkiem, którego wszyscy się lękają, ale szanują za jego umiejętności. Tak samo było z Geraltem. Fabuła jest ciekawa i bardzo rozbudowana, ale moim zdaniem toczy się o wiele za szybko. Następujące po sobie wydarzenia są jak kartki wyrwane z kalendarza, między które, można by było tyle włożyć. Dodać jakieś walki, spotkania. Samo przejście Ksina do stolicy było zbyt spokojne jak na miejsce, w którym żył. Tak samo jego przemiana. Podobało mi się, że jest, a raczej był takim gapowatym dzikusem. Wychowany w lesie nie znał się na zachowaniu w mieście. Chciałbym czytać jak się uczy wszystkiego, jak popełnia błędy. Mogłoby to być bardzo zabawne, ale tu tego nie ma. Skacze po drabinie społecznej jakby potrafił latać.

Muszę jednak pochwalić kilka rzeczy. Opisy walk są znakomite. Dynamiczne, pełne agresji, takie prawdziwe. Czytało mi się je naprawdę wspaniale. Sam świat stworzony przez autora jest pierwszorzędny. Najbardziej podobają mi się potwory w nim istniejące. Niby podobne do naszych mitologii, a jednak odmienne. Samo podejście do sposobu ich powstawania jest niezwykłe. Uwielbiam też wszelkiego rodzaju bestiariusze. Udowadniają one ile pracy zostało włożone w wykreowanie świata. Nie wystarczy napisać, jak wygląda poczwara, ważna jest też zależność między gatunkami, zachowanie, sposób postrzegania ofiar i wiele innych czynników. Brakuje mi tu jednak pewnej rzeczy. Chodzi o rysunki, które jeszcze lepiej pozwoliłyby wyobrazić sobie potwory. No wiecie takie szkice. Nie muszą być dokładne, ale żeby pokazały ogólny zarys.

„Ksin. Początek” to ciekawie opowiedziana historia o poszukiwaniu własnego ja. O podróży, miłości oraz tym, co źle pokierowane uczucie może zrobić z człowiekiem. Nie jest to pierwszorzędna powieść, ale coś w sobie ma. Dowodem jest samo to, że ponownie ją wydano we wspaniałej oprawie graficznej. Wielu osobom może przypaść do gustu. Brakuje mi tu jednak oryginalności, chociaż miło zaskoczył mnie niektórymi gatunkami potworów (wampiry symbiotyczne). Chętnie sięgnę po następne części z nadzieją, że odkryję w nich coś, czego tutaj znaleźć nie mogłem. Moja ocena to 4-/5.

Tytuł: Ksin. Początek
Cykl: Saga o Kotołaku
Autor: Konrad T. Lewandowski
Wydawca: Nasza Księgarnia
Data wydania: 8 października 2014
Liczba stron: 368
Oprawa: miękka
Format: 135 x 204 mm
Cena: 34,90 zł

BeznadziejnySłabyMoże byćDobryŚwietny (1 głosów, średnia: 5,00 na 5)
Loading...Loading...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Konrad T. Lewandowski – Ksin. Początek

  1. Wcale nie dziwie się, że nie byłeś pewny, czy pisać ten wpis. Przyznam szczerze, że mimo całej otoczki, która się w ogół tej książki pojawiła jestem jej ciekawa. Są to klimaty w których dobrze się czuję, więc jeśli nadarzy się okazja, z chęcią sięgnę po ten tytuł :)

    • avatar Hersus pisze:

      Naprawdę warto ale jak na poprawioną wersję nie wyróżnia się :) zastanawiam się jak wyglądała stara wersja :)

  2. avatar Agatka pisze:

    Ciekawa recenzja. Nie miałam okazji jeszcze czytać tej powieści, ale wzbudziła moje zainteresowanie. O całej tej aferze pierwsze słyszę (czytam) i trochę tak na pierwszy rzut oka wydaję mi się to abstrakcyjne…

  3. avatar Straw Cherry pisze:

    Hm… Przyznam, że o żadnej awanturce nie słyszałam, natomiast dotarły do mnie jakieś pogłoski o tej książce, że całkiem obiecująca. Na razie sporo ciekawszych chyba pozycji czeka w kolejce do przeczytania, więc pewnie sobie odpuszczę, ale warto chyba mieć ją na uwadze. Recenzja dość zachęcająca do przeczytania. : )

  4. avatar Aga CM pisze:

    Nic dziwnego, że trochę obawiałeś się „wsadzać kij w mrowisko”. Po tym jak autor zachował się w stosunku do blogerek i innych internautów sama pewnie zastanowiłabym się co najmniej 3 razy przed opublikowaniem postu o jego książce…

Dodaj komentarz