Dawno, dawno temu

Zauważyłem ze w ostatnim czasie wielu reżyserów wzięło się za ekranizacje baśni i bajek znanych nam z dzieciństwa mniej lub bardziej przerobionych. Za przykłady mogę podać „Dziewczynę w czerwonej pelerynie”, „Śnieżkę i łowcę” czy też „Królewnę śnieżkę”. Jednak pomysł ten nie trafił tylko na wielki ekran, ale i do naszych telewizorów. Edward Kitsis i Adam Horowitz scenarzyści dobrze znanego serialu „Lost”, który miał naprawdę wielu fanów stworzyli coś wyjątkowego. „Dawno, dawno temu”, który pomimo prostej fabuły zapewnia naprawdę sporo rozrywki. Do wszystkiego jednak dojdziemy po kolei.

Emma Swan ( w tej roli Jennifer Morrison znana głównie z „Dr Housa”), mimo że została, porzucona, jako dziecko potrafi dać sobie w życiu radę. Pewnego dnia jej życie się zmiana do jej drzwi puka 10-letni Henry (Jared S. Gilmore) twierdzący, że jest jej synem, którego przed laty oddała do adopcji. Prosi ją o pomoc opowiadając dziwną historię, że w świecie baśni Zła Królowa rzuciła straszliwą klątwę, w wyniku, czego wszystkie postacie z bajek przeniosły się do jej czasów i nie pamiętają, kim tak naprawdę są. Ona natomiast jest córką Królewny Śnieżki (Ginnifer Goodwin) i Księcia z Bajki (Joshua Dallas) i tylko ona może uwolnić ich od klątwy. Na początku myśli sobie ze to jakieś żarty, lecz po odwiezieniu go do dziwnego miasteczka Storybrooke zaczyna zauważać podobieństwa miedzy mieszkańcami a postaciami z bajek. Pokojówka Ashley (Jessy Schram) posiadająca macochę oraz przyrodnie siostry strasznie przypomina Kopciuszka, szeryf Graham ma cela jak snajper świetnie pasuje na Myśliwego a Ruby (Meghan Ory) mieszka z babcią uwielbia kolor czerwony i ma małego bzika na punkcie motywu wilka. Czy to Czerwony Kapturek? Są też bohaterowie negatywni np. właściciel miasteczka Pan Gold (Robert Carlyle), który nic nie robi za darmo zupełnie jak Rumplestiltskin oraz pani burmistrz i aktualna matka Henry’ego Regina Mills, która trzyma wszystkich w żelaznym uścisku jak Zła Królowa. Można by rzec, film ten posiada dwie fabuły pierwsza to chęć wyzwolenia mieszkańców miasteczka od klątwy a druga to wątek pięknej miłości Śnieżki i Księcia. W każdym odcinku prócz wydarzeń w Storybrooke opowiadane są wydarzenia ze świata baśni. Nie są one jednak w pełni oryginalne tylko delikatnie lub czasem bardzo zmienione. Dowiemy się z nich jak Gburek (Lee Arenberg) zakochał się we wróżce o imieniu Nova (Amy Acker) lub że Czerwony Kapturek nie uciekała przed wilkiem, ponieważ sama była wilkołakiem. Moim zdaniem to właśnie ta inność i odświeżenie starych bajek powodują że ten serial tak przyciąga.

Pierwsze, co mi przyszło do głowy, kiedy zacząłem oglądać ten serial to pewne podobieństwo do „Niekończącej się opowieści”. Jednak im dalej oglądałem tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że to pewien powiew świeżości, którego brakowało w serialach. Mimo ze nie posiada on żadnego bardzo skomplikowanego wątku ogląda go się z przyjemnością i zachwytem. Wielokrotnie przenosimy się do pięknych lasów i wspaniale wykonanych zamków. W serialu zobaczyć możemy wiele efektów specjalnych, których mógłby pozazdrościć nawet wysokobudżetowe produkcje. Mówię o nim w samych superlatywach, ponieważ naprawdę ciężko jest się do czegoś przyczepić jednak mi przeszkadza nie chronologiczne przedstawianie wydarzeń ze świata baśni. Jednak to pryszcz, który ginie przy znakomitym doborze aktorów. Jennifer Morrison świetnie daje sobie rade w pierwszoplanowej roli. Postać grana przez nią jest sympatyczna i nieobliczalna. Mogli jednak dać kogoś innego na miejsc Ginnifer Goodwin grana przez nią Śnieżka jest trochę flegmatyczna raz odważna innego razu znowu uległa. Co po dłuższym oglądaniu może się znudzić. Najbardziej jednak spodobała mi się sposób, w jaki gra Robert Carlyle. Na początku nie podobało mi się grany przez niego bezwzględny Rumplestiltskin. Jednak z czasem, kiedy zobaczyłem inne oblicza jego postaci na przykład czułego i kochającego zrozumiałam, jaką harmonie udaje mu się zachować pomimo tak różnych zachowań.

Jest to serial naprawdę znakomity. Nie powiem ze dla całej rodziny, ponieważ mimo braku aż tak bardzo drastycznych scen Zła królowa potrafi być czasami naprawdę straszna. Mimo to nadaje się on wyśmienicie dla wszystkich od 15 do 115 roku życia. Każdy w nim znajdzie coś dla siebie walki na miecze, wątki miłosne oraz różnorodność postaci sprawi, że nie znudzi wam się on zbyt szybko. Tego możecie być pewni. Zapraszam wszystkich do obejrzenia go i mam nadzieje, że następne sezony będą równie dobre. Moja ocena to 5/5.

BeznadziejnySłabyMoże byćDobryŚwietny (3 głosów, średnia: 5,00 na 5)
Loading...Loading...
Otagowano:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Seriale. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Dawno, dawno temu

  1. avatar Pyza pisze:

    Nie oglądałam ale twoja recenzja jak i reklamy w tv zachęciły mnie do obejrzenia. Po przeczytaniu Twojej recenzji serial przypomina mi trochę „Dziesiąte królestwo”, ale raczej daleko mu do „Neverending story” 😛

    • avatar Hersus pisze:

      Coś mi się obiło o uszy z tym „Dziesiątym królestwem” może i na niego najdzie pora :)

Dodaj komentarz