Narzeczona dla kota

Anime to nie tylko poważne produkcje opowiadające o życiu oraz wspólnej koegzystencji z przyrodą. To również wspaniałe baśnie. Najlepszym tego przykładem jest film, o którym chciałbym dzisiaj opowiedzieć. „Narzeczona dla kota” to kolejne dzieło studia Ghibli, tym razem reżyserem jest Hiroyuki Morita. Nie posiada on może zbyt wielkiego doświadczenia, ale stworzył coś niezwykłego. Jest to pierwsze i zarazem ostatnie jego dzieło.

Haru jest bardzo nieśmiała, spokojna i uczynna. Pewnego dnia w drodze ze szkoły ratuje małego kotka spod kół nadjeżdżającej ciężarówki. Nie jest to jednak zwykły dachowiec, lecz książę Luna. Następca tronu Kociego Królestwa. W ramach wdzięczności dziewczyna ma zostać jego żoną. Taki plan ma król, chociaż jej osobiście pomysł ten nie przypadł do gustu. Nie wyobraża siebie, jako żony kota. Za młoda jest na ślub, a dodatkowo jest człowiekiem. Za radą tajemniczego głosu trafia do Biura Kocich Spraw, gdzie poznaje Barona oraz dwóch jego pomocników, wielgachnego kocura Mute oraz kruka Toto. Tylko ta trójka może uratować dziewczynę. Zwłaszcza, gdy zostaje porwana tuż sprzed ich nosów. Muszą wyruszyć za nią do Kociego Królestwa, bo źle to wszystko może się skończyć.

Przeglądając w Internecie uwagi innych osób dotyczące tego filmu dostrzegłem rozbieżność w jego ocenie. Wielu uważa go za najgorsze dzieło studia, aczkolwiek nie rozumiem, dlaczego. Mi osobiście bardzo się podoba, chociaż naprawdę różni się od reszty. Podchodzi bardziej pod „Mojego sąsiada Totoro” niż „Księżniczkę Mononoke”. „Narzeczona dla kota” jest spokojną, zabawną oraz bardzo barwną produkcją, chyba bardziej skierowaną na młodego odbiorcę.

Nie można przecież ciągle pokazywać samej przemocy, wojny, niesprawiedliwości. Trzeba czasem przenieść widza do bajkowego świata. Tutaj wszystko przypomina mi „Alicję w krainie czarów” i może trochę „Kota w butach”. Haru musi odnaleźć białego kota, co moim zdaniem jest bardzo podobne do podążania za białym królikiem. Inne elementy opowieści też są bardzo podobne chociażby, król kotów bardzo zaborczy, agresywny zwłaszcza jak ktoś się z nim nie zgadza. Taka sama była Królowa Kier.

Całość jest jednak świetnie wykonana. Wspaniałe, barwne animacje przenoszą nas do czasów dzieciństwa rozbawiając jednocześnie na każdym kroku. Nie wolno zapomnieć o bohaterach, których po prostu nie da się nie lubić. Najlepszym przykładem jest Muta. Niby wielki kocur, na samym początku wydaje się opryskliwy i nieprzyjemny, a tak naprawdę jest dzielny i bardzo przyjacielski. Sam książę posiadający każde oko inne, to idealny przykład kultury i wdzięku. Dziwne, że nie wjechał na białym rumaku. Baron kogoś mi przypomina. Jakąś postać z filmu, tylko za Chiny ludowe nie mogę sobie przypomnieć, kogo.

Nie zostaje mi nic innego jak polecić go wszystkim wielbicielom gatunku. „Narzeczona dla kota” to wspaniały film łączący w sobie elementy przygodowe, romansu oraz baśni sprzed lat. Można ją oglądać niezależnie od wieku, a najlepiej w rodzinnym gronie. Każdego rozbawi, zafascynuje i wciągnie bez reszty. Moja ocena to 4+/5.

BeznadziejnySłabyMoże byćDobryŚwietny (1 głosów, średnia: 5,00 na 5)
Loading...Loading...
Otagowano:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filmy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Narzeczona dla kota

  1. Parę lat temu dość mocno fascynowałam się anime, co owocowało godzinami oglądania różnych tytułów (z tych najbardziej popularnych Bleach, Fairy Tail itp.) Narzeczoną dla kota też miałam okazję obejrzeć, tak samo zresztą jak „Mój przyjaciel Totoro” czy „Księżniczka Mononoke”. Nadal uwielbiam anime, ale brakuje mi czasu, żeby wrócić do oglądania. Wydaje mi się że zarówno „Narzeczona…” jak i „Mój przyjaciel…” to pozycje raczej dla młodszych, choć obie wspominam bardzo miło.

    • avatar Hersus pisze:

      Nie tylko ty miło je wspominasz :) i muszę przyznać, że takie anime jest potrzebne :) Nie można ciągle oglądać walk i przemocy :) trzeba czasem się pośmiać :)

  2. avatar Pieguska pisze:

    Kocham anime i koty – więc uważam to za świetne połączenie. Może pokusiłbyś się na recenzję nowej Sailor Moon Crystal. Bo bardzo różni się od wersji anime z lat 90. :):):)

    • avatar Hersus pisze:

      A zastanowię się :) i dziękuje za propozycje, bo zaczynają mi się anime powoli kończyć :)

Dodaj komentarz